Dumbledore był... inny niż zwykle, grzecznie mówiąc. Nie miał na sobie ubrań, lecz mugolskie punkowe ciuchy, brodę przemalował na czarno z czerwonymi pasemkami, a w ręku trzymał mikrofon. Przez ramię miał przewieszoną gitarę, a na twarzy grubą warstwę scenicznego, biało - czarnego makijażu (coś w stylu zespołu Kiss - przyp. red.). Podśpiewywał sobie rockowe piosenki.
- I'm on the highway to hell... On the highway to hell... (AC/DC - Highway to hell ♥ przyp. red.)
Za nim szła Mc.Gonagall, ubrana też w stylu punkowym, tyle że trzymając w ręku flaszkę i dwa kieliszki. Mówiła:
-Albusie, bis, bis!!!
Blaise i Hermiona stali jak wryci. W tym samym momencie Blaise tak jakby oprzytomniał - wyjął z wewnętrznej kieszeni kurtki małą buteleczkę. Podszedł do dyrektora i wlał mu połowę zawartości do ust, to samo zrobił z Mc. Gonagall. Chwilę się krzywili (dyrekcja nie blaise i miona), lecz po chwili popatrzyli na uczniów i wydusili z siebie
-CO WY TU ROBICIE?!
-To długa historia, psze pana... (tu Hermiona szturchnęła chłopaka) eeee panie profesorze. - powiedział Blaise.
-Nie zdążyliśmy na pociąg - wyjaśniła Hermiona - ale przejdźmy do konkretów - co pan i pani wyrabialiście?
Teraz to Albus i Mc Gonagall
spłonęli rumieńcem. - My.. nooo.. urządzaliśmy przyjęcie powitalne dla nowego
nauczyciela Obrony przed czarną magią - Angus Young. Przybył razem z czwórką kolegów
z zespołu - Malcolmem Youngiem, Brianem Johnsonem, Phillem Ruddem i Cliffem Williamsem.
Będą też wszyscy razem prowadzili szkolny chór, profesor Flitwik będzie miał
więcej czasu na zadawanie prac domowych. Ha ha ha. – śmiał się Dumbledore. –
Lecz, skoro już przyszliście, idźcie pomóc skrzatom domowym w kuchni. Ha ha ha.
Męczyłam się z tym rozdziałem i męczyłam. Chcę was przeprosić za nieobecność na blogu, ale nie miałam dostępu do Internetu, i piszę u przyjaciółki. Rozdział dedykuję Samotna czyli Inna za użyczenie komputera xDD.