wtorek, 3 września 2013

Rozdział 4

Rozdział 4
Dumbledore był... inny niż zwykle, grzecznie mówiąc. Nie miał na sobie ubrań, lecz mugolskie punkowe ciuchy, brodę przemalował na czarno z czerwonymi pasemkami, a w ręku trzymał mikrofon. Przez ramię miał przewieszoną gitarę, a na twarzy grubą warstwę scenicznego, biało - czarnego makijażu (coś w stylu zespołu Kiss - przyp. red.). Podśpiewywał sobie rockowe piosenki.
- I'm on the highway to hell... On the highway to hell... (AC/DC - Highway to hell ♥ przyp. red.)
Za nim szła Mc.Gonagall, ubrana też w stylu punkowym, tyle że trzymając w ręku flaszkę i dwa kieliszki. Mówiła:
-Albusie, bis, bis!!!
Blaise i Hermiona stali jak wryci. W tym samym momencie Blaise tak jakby oprzytomniał - wyjął z wewnętrznej kieszeni kurtki małą buteleczkę. Podszedł do dyrektora i wlał mu połowę zawartości do ust, to samo zrobił z Mc. Gonagall. Chwilę się krzywili (dyrekcja nie blaise i miona), lecz po chwili popatrzyli na uczniów i wydusili z siebie
-CO WY TU ROBICIE?!
-To długa historia, psze pana... (tu Hermiona szturchnęła chłopaka) eeee panie profesorze. - powiedział Blaise.
-Nie zdążyliśmy na pociąg - wyjaśniła Hermiona - ale przejdźmy do konkretów - co pan i pani wyrabialiście?
Teraz to Albus  i Mc Gonagall spłonęli rumieńcem. - My.. nooo.. urządzaliśmy przyjęcie powitalne dla nowego nauczyciela Obrony przed czarną magią - Angus Young. Przybył razem z czwórką kolegów z zespołu - Malcolmem Youngiem, Brianem Johnsonem, Phillem Ruddem i Cliffem Williamsem. Będą też wszyscy razem prowadzili szkolny chór, profesor Flitwik będzie miał więcej czasu na zadawanie prac domowych. Ha ha ha. – śmiał się Dumbledore. – Lecz, skoro już przyszliście, idźcie pomóc skrzatom domowym w kuchni. Ha ha ha.
 ___________________________________________________________________________
Męczyłam się z tym rozdziałem i męczyłam. Chcę was przeprosić za nieobecność na blogu, ale nie miałam dostępu do Internetu, i piszę u przyjaciółki. Rozdział dedykuję Samotna czyli Inna za użyczenie komputera xDD.

Rozdział 3



Rozdział 3

Minął kolejny tydzień. Hermiona zdążyła przeczytać wszystkie podręczniki, co jak na nią nie było dziwne. Ten dzień był dniem wyjazdu do Hogwartu. Wstała z łóżka bardzo wcześnie. Umyła włosy i wysuszyła je, wyszczotkowała zęby i delikatnie się pomalowała. założyła na siebie czarne rurki, czarną bluzkę z białym, okrągłym kołnierzykiem a na wierzch zarzuciła szary sweterek. Na nogi włożyła czarne glany, i zeszła na dół na śniadanie. Mama zaczęła ją przytulać i płakać jak to długo się nie zobaczą, oraz żeby Hermiona przyjechała na Boże Narodzenie przyjechała do domu. Miona na wszystko przytakiwała. Po zjedzeniu śniadania weszła do siebie do pokoju, wrzuciła do torebki kilka najpotrzebniejszych rzeczy oraz sakiewkę pieniędzy i zniosła kufer na dół. Była już w siódmej klasie, więc przytuliła rodziców, wyszła do ogródka i deportowała się na dworzec kolejowy. Razem z bagażem przeszła niepostrzeżenie dla mugoli przez bramkę na peron 9 i ¾. Nagle oczy zaszły jej ciemnością i znów była na mugolskim peronie, razem z bagażami. Mrugnęła kilka razy, po czym wstała z ziemi, pozbierała bagaże i stanęła, myśląc, co się stało. Spojrzała na zegar. Była 11:03. „No tak, - powiedziała do siebie samej w myślach – spóźniłam się na pociąg. I co ja teraz zrobię”  Myślała bliska płaczu dziewczyna. Nagle poczuła czyjąś rękę na ramieniu.
-Ty też się spóźniłaś? - zapytał... Blaise Zabini!
-Yhm. - wymamrotała Hermiona. - i jak się teraz dostaniemy na peron?
-Nie wiem. To ty jesteś najmądrzejszą osobą w szkole, wymyśl coś.
Te słowa sprawiły, że lekko zaczerwieniły jej się policzki. Nagle wpadła na pewien pomysł.
-Blaise! Ty jesteś czystej krwi, no nie?
-Nom, a co?
-Wiesz jak nazywają się inne magiczne perony, i gdzie można je znaleźć?
-Chwileczkę... Myślisz, o tym samym, co ja?! Chcesz wejść na inny peron, i znaleźć pociąg do Hogwartu?
-Nie, chcę się spytać jakiegoś czarodzieja, co zrobić.
-Aha. No dobra, najbliżej toru pociągu do Hogsmede jest pociąg, który odjeżdża z peronu... hmm, niech sobie przypomnę... Z peronu 10 i ½!
-I świetnie – idziemy. To pomiędzy peronami 10 i jedenastym?
-Dobrze kombinujesz. Mugolaczka, a taka bystra...
Hermiona kopnęła go, aż się przewrócił.
-Ejj, a za co to?
-Za mugolaczkę.
-No nie obrażaj się, idziemy.
Podeszli do bramki pomiędzy peronami 10 i 11, i przeszli przez nią. Udało się. Znaleźli się na peronie bardzo podobnym do peronu 9 i ¾. Z tą różnicą jednak, że na torach nie stał Hogwart`s Expres, lecz inny pociąg. Podeszli do konduktora. Po krótkim wyjaśnieniu sprawy kazał obojgu złapać go za rękawy. Teleportowali się pod bramy Hogwartu. Konduktor od razu się deportował. Blaise i Miona weszli na tereny Hogwartu. Było bardzo wcześnie. Pociąg nie był na pewno nawet w połowie drogi. Przeszli przez drzwi zamku i skierowali się do gabinetu dyrektora. Kiedy doszli pod kamienną chimerę głowili się nad hasłem. Nie zajęło im to dużo czasu, ponieważ z gabinetu właśnie wyszedł Dumbledore...


poniedziałek, 2 września 2013

Rozdział 2

Kiedy otworzyła oczy, ujrzała tłumy uczniów Hogwartu robiących zakupy szkolne. Najpierw udała się do banku Gringotta, skąd wyszła pół godziny później, z workiem pieniędzy. Następnie skierowała swe kroki ku księgarni Esy i Floresy, po podręczniki i jakieś nowe książki do czytania. Wróciła po godzinie, obładowana podręcznikami i dwoma nowymi książkami – mugolską powieścią przygodową i mugolskim kryminałem. Potem zaszła do sklepu papierniczego, gdzie nabyła nowe pióro, atrament, pergamin oraz nową torbę, bo stara rozpadła się w szwach, oraz do magicznej apteki, gdzie kupiła ingrediencje do eliksirów. Po skończeniu zakupów udała się do kawiarenki, i kiedy zdała sobie sprawę z tego, że tego dnia jeszcze nic nie jadła, zamówiła herbatę oraz ciastko. Kiedy kelnerka padała jej zamówienie, Hermiona podziękowała i czytając nową książkę piła herbatę. Kiedy skończyła, okazało się, że jest już bardzo późno, więc pospiesznie dokończyła ciastko, zapłaciła i odeszła. Kiedy tak szła z zakupami, nagle wpadła na kogoś, kto wydawał się znajomy. Wstała z ziemi i ujrzała... Dracona Malfoya! Ostatnią osobę, którą chciała teraz zobaczyć. On wyciągnął do niej rękę i pomógł wstać. Pozbierał jej książki i wręczył je dziewczynie. Kiedy ona tak patrzyła na niego bezmyślnie, jakby nigdy go nie widział on spytał:
-O co chodzi?
-Nic, nic zakręciło mi się w głowie. Dlaczego mi pomagasz? - wydukała Miona.
-To ty, Granger?! - krzyknął Draco – myślałem,że to inna dziewczyna, więc ci pomogłem. Nie wiedziałem, że to taka szlama jak ty!
Hermiona nic nie odpowiedziała. Wzięła swoje rzeczy, i powstrzymując łzy deportowała się do domu. Od razu wbiegła do swojego pokoju. Rzuciła swoje rzeczy w kąt i zaczęła płakać. Jak on mógł nazwać ją szlamą?! Gdyby tam byli Harry z Ronem, obroniliby ją – zaczęliby kłócić się z Malfoyem, może doszłoby do bójki, ona próbowałaby ich rozdzielić – byłoby jak zawsze w takich sytuacjach. Myśląc, „co by było gdyby” zasnęła.
_________________________________________________________________________
Wiem, że rozdział krótki, ale nie miałam weny. Zaniedbałam was na tak długo, bo pojechałam na biwak, a tam nawet zasięgu nie miałam, nie mówiąc już o wi-fi. Za to postaram się, by następny rozdział był dość długi. I znowu powiem - jak wam chce się to czytać... Dziękuję wszystkim, którzy chcieli komentować, rozdział dedykuję Tenebris i Victorii Snape, to dzięki ich komentarzom postanowiłam opublikować ten rozdział. Chcę też od razu polecić ich blogi - http://corkaczarnegopana.blogspot.com/ i http://zostannaszymtata.blogspot.com/ Tenebris, oraz http://panisnape.blogspot.com/ - Victorii. Następny rozdział postaram się dodać do piątku - przecież ma być długi :) Pozdrawiam!

Rozdział 1

Rozdział 1

Minął miesiąc od czasu śmierci Harrego i Rona. Hermiona przez ten czas stała się smutna i osowiała. Prawie nic nie jadła, w ogóle nie wychodziła z pokoju. Nic ją nie bawiło, nic ją nie cieszyło. Cały miesiąc przesiedziała w łóżku pod kołdrą płacząc, wychodząc tylko na cmentarz, by złożyć na grobach Rona i Harrego czerwone róże ; Harry, jej narzeczony zawsze był odważny i stawał w obronie przyjaciół, więc nie zdziwiła jej tak bardzo jego postawa. Ale w uszach ciągle słyszała szept suchych warg Rona „Nie martw się... Uciekaj...” .
Te słowa nie dawały jej spokoju. Jak mogła wtedy uciec?! Gdyby rzuciła się przed Rona jak Harry przed nią, może by nic się nie stało. Umarłaby i nie musiałaby być teraz taka samotna i opuszczona. Oczywiście nie myślała o tym, by umrzeć. Ron mówił, by nie martwiła się. Ale ona nie potrafiła. Ciągle myślała o wydarzeniach tamtego dnia. W końcu wycieńczona kolejnym smutnym dniem usnęła.
~ ~
Obudziła się w środku nocy zlana potem. Leżała na podłodze zawinięta w kołdrę. Powodem takiego zachowania było to, że przyśnił jej się Harry, mówiący, żeby żyła tak jak wcześniej i nie zamartwiała się. Bardzo to przeżyła. Postanowiła położyć się z powrotem do łóżka i zasnąć. Po pewnym czasie to się udało i odpłynęła do krainy snów.
~ ♥ ~
Obudziła się dość wcześnie. Był jeszcze ranek. Postanowiła, że jeszcze przed śniadaniem pójdzie na cmentarz. Ubrała się w czarne dresy, szarą koszulką i granatową bluzę, uczesała się i delikatnie umalowała, nie próbując już nawet zamaskować sińców pod oczami, które stały się codziennością. Włożyła czarne trampki i deportowała się na cmentarz. Przed wejściem kupiła dwie czerwone róże – jedną dla Rona i jedną dla Harrego. Groby Harrego i Rona były prawie obok siebie więc nie musiała dużo chodzić by odwiedzić ich obu. Usiadła na ławeczce. Zamknęła oczy i myślała co by się stało, gdyby nie szli razem we troje wtedy przez Nokturn. Pewnie nie złapaliby ich Śmierciożercy, nie porwaliby Rona. No i Harry i Ron by nie umarli. Rozpłakała się. Położyła róże na nagrobkach i odeszła. Postanowiła jeszcze pospacerować po cmentarzu pomiędzy alejkami. „Ci wszyscy ludzie też zginęli, i ich też pewnie opłakiwały rodziny” - myślała. W końcu zrezygnowana wróciła do domu z pewnym postanowieniem. „Będę żyła tak jak wcześniej – wracam na siódmy rok do Hogwartu„ - postanowiła.

~ ♥ ~
Kiedy stanęła w drzwiach do domu dorwała ją mama. „Dlaczego cię nie było na śniadaniu? Gdzie byłaś? Co robiłaś? Martwiliśmy się o ciebie! Nie zostawiłaś nawet kartki!”- krzyczała.
-Mamo uspokój się. Byłam na cmentarzu, tak jak zwykle. Zostawiłam kwiaty dla Harrego i Rona. - odpowiedziała spokojnie Miona. - A teraz, jeśli pozwolisz, pójdę na Pokątną, bo wracam do Hogwartu, a widzę, że na stole leży lista podręczników. Czyżby przyszła sowa?
-Tak, zostawiła tu list. Hermiona... eee... czy ty na pewno chcesz wracać do Hogwartu? Po tym, co się wydarzyło miesiąc temu... Jesteś teraz taka rozbita...
-Mamo! Wracam do Hogwartu czy tego chcesz, czy nie. Muszę w końcu zacząć żyć, jak dawniej.
-No dobrze, nie powinnam się tak zachować, ale to wszystko dla dlatego, że cię kocham...
-Ja też ciebie kocham mamo, ale musisz mi dać już trochę spokoju – w końcu mam już 17 lat.
-Dobrze kochanie, miłych zakupów. Nie zapomnij o kluczu do skrytki u Gringotta...
-Nie zapomnę mamo. Pa pa!
-Pa, kochanie, pa.
Hermiona chwyciła listę podręczników i teleportowała się na Pokątną.

Prolog

Prolog
Szli ciemną uliczką. Ona trzymała go mocno za rękę. On patrzył przed siebie próbując ukryć zdenerwowanie. Jego roztrzepaną, czarną czuprynę rozwiewał wiatr. Jej puszyste włosy lekko drżały -zresztą ona drżała na całym ciele - tyle że ze strachu. Byli to Harry i Hermiona. Szli razem ciemna ulicą na spotkanie z porywaczami. Kiedy doszli na umówione miejsce, ze zniecierpliwieniem czekali na przybyszy. Minuty dłużyły się jak godziny. W końcu, po pewnym czasie, na Nokturnie pojawili się trzej zakapturzeni mężczyźni. Byli to Śmierciożercy. Obstąpili ich dookoła. Zaczął wiać silny, zimny wiatr. Hermiona sięgnęła po różdżkę, lecz Harry gestem ją zatrzymał. Jeden z mężczyzn wystąpił na krok od reszty i zdjął kaptur. Odezwał się:
-Witajcie drodzy przyjaciele! - Hermiona przewróciła oczami – Dobrze, że przybyliście dobrowolnie. Inaczej i tak byśmy was dorwali. Wejdźcie.
Niepewnie wkroczyli do ciemnego, nieprzyjaznego budynku. Śmierciożercy zaprowadzili ich do salonu.
-A teraz przejdźmy do konkretów. - rzekł mężczyzna - Gdzie są pieniądze?
-Najpierw powiedzcie, gdzie jest Ron! - krzyknęła Hermiona.
-Wasz przyjaciel nie jest w tym momencie najważniejszy. - odparł. - a teraz chcę zobaczyć pieniądze.
Harry wyciągnął duży worek i podał go porywaczom.
-Świetnie! - powiedział mężczyzna – teraz możecie zobaczyć przyjaciela.
Wypchnęli na środek przywiązanego do krzesła Rona.
Na całej twarzy miał liczne zadrapania i siniaki. Ubrany był w postrzępione łachy. Na jego widok Hermiona wydała z siebie zduszony krzyk.
-Możemy już iść? - spytał Harry – spełniliśmy wasze warunki, więc wypuśćcie nas i Rona.
-Myśleliście, że wypuścimy was żywych? - spytał z uśmiechem mężczyzna – Nie, nie, nie. My nigdy nie wypuszczamy naszych ofiar. Harry, Ron i Hermiona zrobili przerażone miny. Śmierciożerca uśmiechnął się do nich szeroko, odsłaniając swoje zepsute zęby.
-Obiecuję, że nic nie poczujecie. Wasza śmierć będzie szybka i bezbolesna. Daję słowo.
I wycelował różdżką w stronę Hermiony.
-Avada...
NIE! - krzyknął Harry i pobiegł w stronę ukochanej.
-Kedavra!
Harry nagle padł na ziemię. Iskierki w jego oczach zgasły. Jego usta zastygły w niemym krzyku.
-Jaki on był odważny... - powiedział porywacz z sarkazmem w głosie - Umarł w obronie przyjaciela. Prawdziwy Gryfon, ot co. No nic, teraz ty rudzielcu. Avada...
Hermiona chciała ruszyć w stronę Rona, osłonić go sobą, lecz ten pokręcił tylko głową. Wyszeptał:
-Nie martw się... Uciekaj...
-KEDAVRA!
Usta, oczy, kończyny Rona zamarły.
Hermiona powstrzymując łzy rzuciła się pędem do ucieczki. Zdołała wyrwać z rąk porywaczy worek z pieniędzmi i zdeportować się do domu.
__________________________________________________________________
Blog został przeniesiony z adresu dramionedracoandhermione.blogspot.com